Smoki i motyle

Część 1 Zwykle nie do końca jesteśmy w stanie zrozumieć intencji smoków ani ich prawdziwej natury. Wystarczy spojrzeć na określające je wyrażenia, które nietrudno znaleźć w słowniku synonimów. Porównuje się je tam do brzydactw, dziwolągów, glonojadów, gnomów, kreatur, maszkar, paszczurów, a nawet pasztetów. * Jest to jednak niesprawiedliwe, bo wcale, ale to wcale nie sąContinue reading “Smoki i motyle”

Dom z widokiem na morze

Pamiętam chwilę, kiedy została położona pierwsza cegła mojego istnienia. Nagle zapadła jasność, tak, jakbym obudził się z głębokiego snu i spojrzał prosto w słońce. Nie pytaj mnie, jak mogę widzieć. Nie umiem odpowiedzieć, ale czasem wyobrażam sobie, że to okna są oczami mojej duszy. Tak, mam duszę, oczywiście, każdy budynek, drzewo, a nawet przedmiot jestContinue reading “Dom z widokiem na morze”

Robaki i fotografie

Dawno, dawno temu, jeszcze w czasach komunistycznej, aczkolwiek z sentymentem wspominanej Polski, był sobie mały, grubiutki stworek. Odkąd sięgam pamięcią, nosił okulary, robione przez mamę swetry i piękny, czerwony kapelusz w kwiaty, który kupiła mu ciocia. Uwielbiał zajadać się ruskimi pierogami, koglem moglem z odrobiną kakao lub chlebem ze smalcem. Ogólnie trzeba przyznać, że apetytContinue reading “Robaki i fotografie”

Pod okładką

Ostrzeżenie od autorki: jeśli przeczytasz poniższe opowiadanie, już nigdy nie będziesz w stanie obojętnie przejść obok swoich książek. Jest ciche, jesienne popołudnie. Cały pokój spowijają bardzo miękkie i ciepłe promienie słońca. Padają też na wygodny i nieco już wytarty fotel w czerwoną kratę. W jaskrawym świetle ma się wrażenie, jakby jego wzory pożerane były właśnieContinue reading “Pod okładką”

Cztery tygodnie cykad

Przeszywający warkot. Kojąca cisza finki zostaje brutalnie przecięta nagłym hałasem, jak ostrzem gilotyny. Coś pomiędzy piłą mechaniczną, a myjką ciśnieniową wprawia mnie w osłupienie . Odrywam się od pisania i rozglądam zdezorientowana, bo tutaj tego typu dźwięków nie słyszy się na porządku dziennym. Na pewno nie w czasie popołudniowej sjesty, kiedy to nawet ptaki zdająContinue reading “Cztery tygodnie cykad”

Powroty

Powroty zawsze są wyjątkowe. Gdy jednak z wypchanym bagażem podręcznym podążam w stronę lotniska, często zastanawiam się, czy rzeczywiście wyjeżdżam, czy może wracam…? Bo tak naprawdę to można się w tym pogubić. Kiedyś, przed erą życia w Belgii, a później w Hiszpanii, wszystko było oczywiste. Dom był jeden – Gorzów Wielkopolski, w którym się urodziłamContinue reading “Powroty”

Kwiat Emanuela

Wiesz, miałam dobre życie. Kiedy jeszcze byłam dzieckiem, ciągle wspinałam się na płoty i wracałam do domu z potłuczonymi kolanami. Mama się o mnie martwiła, ale pamiętam,  jak szczerze się śmiała, kiedy opowiadała o tym tacie. Posłuchaj – mawiała – nasza dziewczynka to mały rozbójnik, nie może usiedzieć na miejscu. Lata po płotach i wspinaContinue reading “Kwiat Emanuela”

Dlaczego ta płachta musi być czerwona?

Tak bardzo się boi… Ciemność, do której oczy nie są przyzwyczajone, zimne mury i ten przyprawiający o mdłości zapach. Nie może się ruszyć, mimo że jego ciało instynktownie szuka ucieczki.  Znów próbuje się wyrwać z ciemnego więzienia, w którym owinięty grubym sznurem kark zaczyna krwawić. Niestety, ponownie ślepo uderza w ścianę i ogarnia go tępyContinue reading “Dlaczego ta płachta musi być czerwona?”

Meble mojego życia

Dom był naprawdę malutki. Jednak, z niezrozumiałego bliżej powodu, każda mijająca go osoba mimowolnie zatrzymywała na nim spojrzenie. Co widziała? Parę drzew orzecha włoskiego i wyłaniający się za nimi niewielki taras z dwoma wiklinowymi krzesełkami i małym, okrągłym stolikiem. Pozornie nie było to nic nadzwyczajnego, a jednak… Może sposób, w jaki promienie słoneczne padały naContinue reading “Meble mojego życia”