Cztery tygodnie cykad

Przeszywający warkot.

Kojąca cisza finki zostaje brutalnie przecięta nagłym hałasem, jak ostrzem gilotyny.

Coś pomiędzy piłą mechaniczną, a myjką ciśnieniową wprawia mnie w osłupienie . Odrywam się od pisania i rozglądam zdezorientowana, bo tutaj tego typu dźwięków nie słyszy się na porządku dziennym. Na pewno nie w czasie popołudniowej sjesty, kiedy to nawet ptaki zdają się odpoczywać od entuzjastycznego ćwierkania. Owszem, zdarza się bzyk pszczoły lub jakiejś dokuczliwej, mającej ochotę na towarzystwo muchy. Czasem można też usłyszeć trzepot skrzydeł spłoszonego gołębia, który właśnie wyrwał się z drzemki i stracił równowagę. Lecz zwykle popołudniowe godziny w Andaluzji są tak rozgrzane słońcem, że tylko ryby w morzu mają energię do jakiejkolwiek aktywności. Cała reszta świata na te parę godzin zamiera w błogosławionym bezruchu.

Dlatego ten ostry dźwięk jest dla mnie niemałą niespodzianką. Wstaję powoli i z lekką niechęcią, ale nie mam wyjścia, bo muszę przecież zlokalizować źródło nieznośnego dźwięku. Rozglądam się po ogrodzie, ale wcale nie jestem bliżej rozwiązania zagadki, ponieważ hałas dochodzi jakby z każdego drzewa, a także spod ziemi. Nasłuchuję jeszcze uważniej i dochodzę do wniosku, że pewnie pompa znowu się popsuła. Cóż, taki charakter życia na hiszpańskim campo, zawsze coś pęka lub się zatyka.

Kiedy jednak dzielę się tą niezbyt radosną nowiną z Crisem, ten stanowczo zaprzecza i twierdzi, że ów dziko mechaniczny dźwięk wydawany jest przez cykady.

Już wcześniej słyszałam o tych owadach, ale zupełnie nie zdawałam sobie sprawy, że ich cykanie nie ma nic wspólnego z subtelnym znaczeniem tego słowa. Może bowiem przypominać całą gamę odgłosów: od delikatnej, relaksującej melodii po walenie młota pneumatycznego.

Pytanie brzmi – jak zatem przetrwać takie lato?

Otóż naprawdę nie ma z tym żadnego problemu. Na szczęście cykady aktywne są tylko przez jakieś dwie godziny dziennie i to w najgorętszych momentach dnia. Brzmi to niewiarygodnie, ale po paru sjestach naprawdę można się do nich przyzwyczaić. Do tego stopnia, że właściwie już nie zauważa się ich swoistej muzyki.

Jednak historia życia tych niezwykłych stworzeń sprawia, że jestem w stanie wybaczyć im nie tylko szczególne cykohałasy, ale i wszystkie inne niedoskonałości (których na szczęście nie ma, bo wydawane przez nie dźwięki wyczerpują limit przysługujący na jeden gatunek).

Zaraz po wylęgnięciu, stworzenia te schodzą z drzew i zakopują się w ziemi. I nie byłoby w tym może nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że pozostają tam przez całe siedemnaście lat. Taki szmat czasu to wieki dla małego owada! Dlatego wcale się nie dziwię, że gdy wreszcie po tylu latach wychodzą z ciemności i po raz pierwszy spotykają słońce, nie są w stanie zachować należnego spokoju. Mają bowiem zaledwie kilka tygodni na znalezienie partnera i złożenie, bagatela, około sześciuset jaj. A w międzyczasie muszą jeszcze ulec totalnej transformacji, zostawić starą skorupę i przemienić się w owady uskrzydlone.

Wyobraź sobie, że po siedemnastu latach samotności w podziemiach, ktoś wypuszcza cię na piękną ziemię, gdzie na dodatek znajdujesz wymarzoną miłość. Masz jednocześnie świadomość, że za miesiąc przyjdzie ci permanentnie zejść z tego świata. Co robisz? Siedzisz przed telewizorem spokojnie oglądając tysiąc wersji pełnych propagandy wiadomości, czy korzystasz z życia? Będziesz pewnie spędzać cudowne godziny w sypialni, spotykać przyjaciół, bawić się w najlepsze, a na imprezach tańczyć ochocze baile loco i głośnym śpiewem wyrażać swoją radość istnienia. Prawda?

Dlaczego zatem cykady miałyby zachowywać się inaczej? Przecież wszyscy jesteśmy równi na tej planecie, a podstawowym prawem każdego istnienia jest życie i szczęście. Bez względu na to, co ono dla danej gromady oznacza.

A więc w gruncie rzeczy doskonale rozumiem sięgającą stu decybeli, chóralną pieśń cykad. Moją sympatię podkreśla fakt, że te owady są zupełnie nieszkodliwe, nie żądlą, nie są trujące ani nie roznoszą chorób. Co więcej, są całkowicie bezbronne i często spełniają rolę posiłków innych zwierząt.

Muszę przyznać, że bardzo szanuję te niezwykłe żyjątka i już zawsze będę się uśmiechać, kiedy kolejny raz usłyszę ich zalotną, aczkolwiek nieco głośną, melodię.

Korzystajcie ze swoich czterech tygodni Dzielne Robaki! Carpe Diem!

Published by szymanskawriterteacher

I am a writer and teacher who lives in Andalusia. The colours of this place, visible on every single level, inspired me to write a story serie. It is called "Pages from Finca San Mateo" or "Kartki z Finki San Mateo", because I write in two languages - English and Polish.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: