Cztery tygodnie cykad

Przeszywający warkot. Kojąca cisza finki zostaje brutalnie przecięta nagłym hałasem, jak ostrzem gilotyny. Coś pomiędzy piłą mechaniczną, a myjką ciśnieniową wprawia mnie w osłupienie . Odrywam się od pisania i rozglądam zdezorientowana, bo tutaj tego typu dźwięków nie słyszy się na porządku dziennym. Na pewno nie w czasie popołudniowej sjesty, kiedy to nawet ptaki zdająContinue reading “Cztery tygodnie cykad”

Dlaczego ta płachta musi być czerwona?

Tak bardzo się boi… Ciemność, do której oczy nie są przyzwyczajone, zimne mury i ten przyprawiający o mdłości zapach. Nie może się ruszyć, mimo że jego ciało instynktownie szuka ucieczki.  Znów próbuje się wyrwać z ciemnego więzienia, w którym owinięty grubym sznurem kark zaczyna krwawić. Niestety, ponownie ślepo uderza w ścianę i ogarnia go tępyContinue reading “Dlaczego ta płachta musi być czerwona?”

Spektakl o wschodzie słońca

Jest tak wcześnie, że nawet ptaki jeszcze śpią. Ja jednak wsuwam stopy w klapki i z radością pomykam na dół, do kuchni. Wypijam szklankę wody i wiem, że powinnam coś przekąsić, ale żołądek odmawia współpracy. Nawet on uważa, że wstawanie z własnej  woli o piątej rano to szaleństwo. Cóż, nie będę się z nim spieraćContinue reading “Spektakl o wschodzie słońca”

Nareszcie wolność!

To była spontaniczna decyzja. Kiedy tylko ogłoszono, że od poniedziałku w post-koronowym świecie dozwolone jest spotykanie się z innymi osobnikami naszego gatunku, od razu przystąpiliśmy do działania. Hurrra! Jeszcze tego samego dnia umówiliśmy się z polskimi przyjaciółmi, dumnymi członkami  Bulowej La Bandy, czyli grupy, z którą niemal w każde niedzielne popołudnie grywamy w petanque, swojskoContinue reading “Nareszcie wolność!”

Wariatuńcie, zbóje i przycinanie juki

Uwielbiam ogród, bliskość natury, jej piękno i uczucie wolności, które mi daje. Wychowałam się w mieście, ale nawet tam zawsze wyszukiwałam kawałek zieleni i zaszywałam się gdzieś w parku albo na działce. Tylko po to, żeby pobyć w cieniu tego prawdziwego, wyciszającego źródła życia. Nigdy jednak, aż do teraz, nie było mi dane poznanie ogroduContinue reading “Wariatuńcie, zbóje i przycinanie juki”

Señorita! Cariño! Reina!* Najjaśniejsze strony pełnych życia bazarów

Po prostu uwielbiam hałaśliwe rynki Andaluzji! Idziesz środkiem wąskiej ulicy, a po obu stronach mijasz barwne kramy i jeszcze bardziej kolorowych sprzedawców. Wszyscy rozgadani i szeroko uśmiechnięci, wykrzykujący śpiewnie co chwilę Solo cinco euro** lub las mejores manzanas ***. Zdaje się, że doskonale znają wszystkich przechodniów, bo wołają ich po imieniu. Donośne Maria, Ana, JoseContinue reading “Señorita! Cariño! Reina!* Najjaśniejsze strony pełnych życia bazarów”

Imię Very

Od autorki To opowiadanie jest mi szczególnie bliskie. Góra, o której piszę, Cerro de Espiritu Santo, jest moją sąsiadką i codziennie widzę ją z ogrodu. Można wspiąć się na sam jej szczyt i po drodze zobaczyć ruiny miasta, które ponad pięć wieków temu znajdowało się na jej zboczach. Tam naprawdę czuje się atmosferę przeszłości. Podobnie,Continue reading “Imię Very”

The name of Vera

From the author This story is especially close to me. The mountain I am writing about, Cerro de Espiritu Santo, is just my neighbour and I see it every day from my garden. You can climb to the top and on your way you notice the ruins of the town that more than five centuriesContinue reading “The name of Vera”

Już niedługo…

Pójdziesz ze mną nad morze? Wyjdziemy wcześnie rano, zaraz przed wschodem słońca. Nie ma strachu, już będzie ciepło, bo latem słońce wykonuje tutaj naprawdę dobrą robotę. Najpierw pójdziemy przywitać się z morzem. Nie wiem jak ty, ale ja zawsze z nim rozmawiam.  O marzeniach i radościach. Nie o smutkach, bo czuję, że  ma ich onoContinue reading “Już niedługo…”