Powroty

Powroty zawsze są wyjątkowe. Gdy jednak z wypchanym bagażem podręcznym podążam w stronę lotniska, często zastanawiam się, czy rzeczywiście wyjeżdżam, czy może wracam…?

Bo tak naprawdę to można się w tym pogubić.

Kiedyś, przed erą życia w Belgii, a później w Hiszpanii, wszystko było oczywiste. Dom był jeden – Gorzów Wielkopolski, w którym się urodziłam i wyrosłam. Miasto średniej wielkości i, obiektywnie patrząc, zupełnie średniej urody, aczkolwiek moje i w związku z tym najlepsze. Znam tu każdą ulicę, park i niemal każdy kamień.

Ba! Wszystko opatrzone jest specyficznymi śladami, odbiciami, realnymi bądź symbolicznymi odgnieceniami, które mimochodem i bez naszej świadomości odciskają piętno w naszym jestestwie.

Czy kiedykolwiek zwróciliście uwagę, że w dzieciństwie zauważa się dużo więcej? Każde drzewo ma swoją historię, każdy mur pamięta emocje, a w ścianach budynków zapisane są myśli? Kiedy życie przewraca kolejne karty, mimo że wspomnienia młodzieńczych lat nieubłagalnie się zacierają, to otaczająca nas rzeczywistość pozostaje, jak sprawdzony przyjaciel. Wydaje nam się tak nienaruszalny i nieprzemijalny, że spotkanie go zwykle nie stanowi budzącego ekscytację wydarzenia. Płomień powraca dopiero wtedy, gdy  jego ewidentna obecność przestaje być pewnikiem. Kiedy dobrze znanej rzeczywistości nie ma już na wyciągnięcie ręki. Gdy mamy świadomość, iż aby dotknąć, spojrzeć czy porozmawiać, trzeba rzeczywiście powrócić. Że w momentach, gdy duszę ogarnia radość lub smutek, nie sposób przytulić tej właśnie osoby, bo nie pozwala na to bezlitosna granica odległości.

I to właśnie w takich chwilach poranna kawa z najbliższymi staje się nieocenionym skarbem, urzeczywistniającym się jedynie w krótkich okresach powrotów. To wtedy wspomnienia wspólnie obejrzanego filmu pakuje się głęboko i zabiera ze sobą do miejsca, które aktualnie najbardziej pasuje do słowa  „dom”.

Pojęcia stanowiące dla nas wartość są bardzo subiektywne. Tak naprawdę to kształtowane są poprzez wiele czynników, zdarzeń oraz decyzji, które przychodzi nam podejmować.

Podczas mojej niedawnej wizyty w Gorzowie zachwyciła mnie wszechogarniająca, listopadowa szarość. Oczy, przyzwyczajone teraz do intensywnego światła, odpoczywały. Poranna mgła otaczająca palące się ogniem kolorów drzewa sprawiała wrażenie cudownie tajemniczej, a spacer w deszczu stał się przyjemnością.

Nie, nie oszalałam. Zadziałała tutaj czysto człowiecza i niezwykle często spotykana przypadłość, polegająca na tęsknocie do rzeczy nieosiągalnych.

Niedorzeczność. Budzić się w blasku słońca, a wzdychać do ciemności…

Obserwacje tej części ludzkiej natury oraz związanych z nią, absurdalnych pragnień, skłoniła mnie do pewnej refleksji. Od teraz chcę cieszyć się tym, co akurat mam pod ręką. Nie jest istotna droga, którą podążam, w którą stronę zmierzam i dokąd wracam.

Liczy się tu i teraz oraz że w każdej chwili mogę wstać i ponownie się przemieścić. Do Gorzowa lub na koniec świata. Ale mogę.

Dla mojej Rodziny i Przyjaciół z Gorzowa Wielkopolskiego.

Jesteście i będziecie w moim sercu. Zawsze.

Published by szymanskawriterteacher

I am a writer and teacher who lives in Andalusia. The colours of this place, visible on every single level, inspired me to write a story serie. It is called "Pages from Finca San Mateo" or "Kartki z Finki San Mateo", because I write in two languages - English and Polish.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: