Pisane obrazy

To popołudnie postanowiłam spędzić w ulubionej części mojego domu, czyli na tarasie. Wygodne krzesło jest na tyle obszerne, że mogę na nim siedzieć z podwiniętymi pod siebie nogami. Wiem, tego typu pozycja nie wpływa korzystnie na krążenie, a jako czterdziestoczteroletnia kobieta, przynajmniej teoretycznie, powinnam zacząć o tym myśleć. Tak jednak nie jest i po chwili zastanowienia postanawiam dalej cieszyć się chwilą idealną. Szczerze mówiąc, samoświadomość wieku jest u mnie co najmniej niepoprawna.

Powoli czuję, jak promienie listopadowego słońca zarumieniają moje policzki. Centymetr po centymetrze, rozpływają się nie tylko po całej twarzy, ale wnikają gdzieś głębiej, prosto do źródła. Robi się tak ciepło, że chwilowo odwieszam moją pluszową bluzę na oparcie krzesła i wcale nie rozważam opcji jej ponownego założenia.

Kiedy odrywam wzrok od laptopa, po raz kolejny wypełnia mnie zachwyt nad tym niezwykłym, andaluzyjskim ogrodem. Soczysta zieleń palm odbija się na lazurowym niebie, a świecąca jaskrawo tafla morza idealnie wypełnia tło ubranego w ramy magii obrazu. Obok urody tej ziemi naprawdę nie sposób przejść obojętnie. To kraina pełna temperamentu we wszystkim, co się na nią składa. W intensywnych barwach natury, krzyczących wręcz pięknem kwiatach, otwartych na radość ludziach oraz czasie, który płynie tutaj inaczej. To dlatego właśnie nazywam moje opowiadania pisanymi obrazami. Nie sposób bowiem pozbawić tekstów zachwycającego światła, nieskończonej palety barw ani dotyku skrzydeł jesiennych motyli. One stanowią jedność, którą spaja chęć tworzenia. Tak, w tym świecie nie da się tylko pisać, tutaj piórem się maluje, a pędzlem pisze. Ja nie stworzyłam pisanych obrazów, ja po prostu w najbardziej naturalny sposób stałam się ich częścią. Bez oporu, dodatkowych pytań ani niepotrzebnej walki.

Tak właśnie chciałabym nauczyć się żyć. Całą sobą przyswoić to bezkonfliktowe podejście do otaczającego mnie świata, ale i do siebie samej. Ideę, którą nazywam pełnym zrozumieniem.

Czy jest łatwo? Ani trochę. Czasami mam wrażenie, że wszystkie moje usilne starania grzęzną po kolana w bagnie wymówek, problemów i codzienności. Słowo akceptacja ładnie wygląda na papierze, a teoretyczne rozprawianie o niej wydaje się bułką z masłem. Kiedy jednak spadają na ciebie wyzwania, to piękne i mądre wywody przestają mieć znaczenie.

Bo jakże trudno jest pozostać obojętnym na kąśliwe uwagi znajomych, ludzką ignorancję i inne objawy wszelakiej nieprzychylności? Jak nie walnąć z grubej rury, odgryźć się złośliwie czy złapać przysłowiowego focha? Jak postępować zgodnie z własną duszą i wewnętrznym dobrem?

Cóż… Wystarczy jedynie za powłoką negatywizmu zauważyć człowieka cierpiącego, w desperacki i nieporadny sposób szukającego współczucia. Bo przecież ludzie toksyczni nie biorą się znikąd. To zwykle ci, którzy w danym momencie swojego życia nie zaznali miłości, zrozumienia ani czułości. Czyli ich podstawowe potrzeby nie zostały zaspokojone.  I właśnie w tej sytuacji będą o nie walczyć. W ten lub inny sposób. Nazywając cię głupcem, wzbudzając poczucie winy albo po prostu karząc okrutnym milczeniem.

Jeśli jednak jesteśmy świadomi nakreślonej powyżej sytuacji, warto, żebyśmy spojrzeli na nią przez pryzmat współczucia właśnie. I kiedy brama nienawiści zostanie otwarta, potrafić ją zaakceptować, uśmiechnąć się do niej, a potem po cichutku zamknąć.

Ta technika naprawdę działa. Nie tylko w stosunku do innych ludzi, ale także, a może przede wszystkim, do nas samych.

Kiedy budzi się we mnie ból i strach, tak jak w każdym z Was, Drodzy Czytelnicy, staram się z nim pogodzić, a może nawet wyciągnąć do niego pomocną dłoń. Niepewność jutra i wszechogarniająca ostatnio pandemia gniewu także we mnie wywołuje przeogromny niepokój. Ale jestem tego świadoma i nie dam się nią zarazić.

Znalazłam swoje pisane obrazy właśnie po to, żeby wydobyć dobro i piękno istnienia, pomimo wszelkich rys, rozpadlin, a nawet najgłębszych przepaści dzisiejszego świata. Aby zaakceptować fakt, iż nic nie jest jednoznaczne, czarne lub białe, dobre czy złe, że nie istnieją Kartki z Finki San Mateo bez widoku gór w oddali, aromatu pomarańczy czy świergotu ptaków… Że wszystko i wszyscy jesteśmy całością.

I w celu dostrzeżenia niezliczonych wyborów, które dane są w życiu.

Także tego, czy zostanę w bezpiecznej, ale ograniczającej miernocie, czy ze wszystkich sił pobiegnę za szczęściem.

Nawet jeśli czasem będzie brakowało tchu…

Published by szymanskawriterteacher

I am a writer and teacher who lives in Andalusia. The colours of this place, visible on every single level, inspired me to write a story serie. It is called "Pages from Finca San Mateo" or "Kartki z Finki San Mateo", because I write in two languages - English and Polish.

4 thoughts on “Pisane obrazy

  1. Chciałabym namalować/napisać obraz nienawiść, zawiści, podłości drugiego człowieka. Powyższe uczucia są skrzętnie skrywane i trudno je ujrzeć.
    Obrazu miłości, dobroci i zrozumienia malować/pisać nie trzeba. Miłość i dobroć jest naszym światłem i w każdym momencie ich zaistnienia, widzimy promienie.
    Napisałaś swój obraz tak zachęcająco, że spojrzałam na swoje “pole”, pełne brzydkich brudnobrązowych liści w których na darmo szukać piękna jesieni. Nie prawdą jest, że brzydkie też pięknym jest. Moje liście są w tym roku wyjątkowo brzydkie, nie przeszły przemiany żółci w czerwień lub piękny kasztanowy kolor. Na drzewach poczarniały i takie zdechłe opadły brrrrrr.

    Liked by 1 person

    1. Lubie właśnie te dobre, ładne i prawe rzeczy przebarwiać w moich tekstach. Nauczyłam się tak na nich skupiać uwagę, że nie zostaje już zbyt wiele miejsca na ogólnie zwaną brzydotę. Właśnie w ten sposób staram się budować swoje życie, mimo że i u mnie bywa ciemność i czarne liście… Jednak ciągle szukam, szukam, szukam … A jak nie znajduję wokół, to tworzę zgodnie ze światłem… Tyle smutku, szarości za oknem. W Pisanych obrazach niech będzie kolorowo. 🙂
      Dziękuję Ci za komentarz i przesyłam pozdowienia!

      Like

  2. Dziś słońce u mnie świeci, co nie znaczy, że brudnobrązowe i przykurczone dębowe liście są ładniejsze. Ale…za chwilę wylecę z dmuchawą, podmucham i zapakuję je do worów. Zrobię moją przestrzeń czyściutką i ładniejszą😁.
    Pozdrawiam

    Liked by 1 person

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: