Nareszcie wolność!

To była spontaniczna decyzja. Kiedy tylko ogłoszono, że od poniedziałku w post-koronowym świecie dozwolone jest spotykanie się z innymi osobnikami naszego gatunku, od razu przystąpiliśmy do działania.

Hurrra!

Jeszcze tego samego dnia umówiliśmy się z polskimi przyjaciółmi, dumnymi członkami  Bulowej La Bandy, czyli grupy, z którą niemal w każde niedzielne popołudnie grywamy w petanque, swojsko zwaną bulami. Radość nasza była niezmierna, kiedy po ponad dwóch miesiącach odosobnienia mogliśmy się wreszcie zobaczyć . I naszej grze, jak zwykle zresztą, towarzyszyły tony śmiechu, żartów i nieskrywanych wybuchów emocji, a wszystko w zgodzie z prawami  niewielkiej dozy współzawodnictwa. Jak dobrze było być znowu razem, otuleni promieniami wieczornego słońca i wreszcie zostawiając temat pandemii za sobą…

Spotkanie uwieńczyliśmy grupowym i niezwykle przyjemnym wypadem na cervesa grande (czyli piwo duże).  Mimo że obsługiwali nas wciąż zamaskowani i zarękawiczeni barmani , ich poczucie humoru zdecydowanie ujawniało typową, hiszpańską atmosferę.

Bez wątpienia wieczór ten wszyscy zaliczyliśmy do niezwykle udanych, jednak część naszej uroczej bandy ciągle jeszcze czuła pewien niedosyt. Parę dni później postanowiłyśmy zatem wybrać się na wieczorny spacer po plaży. Typowe spotkanie w damskim towarzystwie, inaczej zwane zlotem.

Z plecakami wypchanymi różnego rodzaju napojami orzeźwiającymi , w wygodnych butach, sportowych ubraniach i ciepłych, przewiązanych na pasie bluzach, ruszyłyśmy na podbój Vera Playa. Wprawdzie dozwolona godzina na rozpoczęcie spacerów dla osób w naszym przedziale wiekowym to dwudziesta, jednak my wybrałyśmy się nieco wcześniej. Nie mogłyśmy przecież przeoczyć widoku lazurowego morza! Ani promieni słońca, które figlarnie i z nieskrywaną tęsknotą muskały nasze policzki.

Po pewnym czasie, znużone nieco wędrówką, postanowiłyśmy znaleźć jakieś bezwietrzne schronienie. Padło na zamknięte chiringuito, sezonową, plażową knajpkę. Kiedy wygodnie rozsiadłyśmy się na starych leżakach, czułyśmy się niemal jak królowe w najbardziej luksusowym, nadmorskim pałacu. Odgłos fal bijących o brzeg oczarował nas tak bardzo, że tymczasowo zrezygnowałyśmy nawet z jakiejkolwiek muzyki i po prostu cieszyłyśmy się chwilą. Pogrążone w rozmowie i gaszeniu pragnienia lokalnym vino rozado, nawet nie zauważyłyśmy, że zaczęło zmierzchać. Kiedy biesiada przeniosła się pod drewniany, osłonięty od wiatru, aczkolwiek nieco połamany dach, byłyśmy po prostu szczęśliwe. Nareszcie wolne, blisko siebie i natury. W tym momencie nie potrzebowałyśmy niczego, oprócz uśmiechów, rozmowy i przepysznych burritos, które jedna z nas zmyślnie przytargała ze sobą na plażę. Po paru chwilach dzikich tanów zdecydowałyśmy jednak trzymać się limitu czasowego i ruszyć w drogę powrotną. Nic przecież nie może trwać wiecznie, nawet tak sympatyczny szabacik.

Świadome, że wszystko płynie, a przyszłość jest nieprzewidywalna, wracałyśmy do domów ciesząc się wieczornym, ciepłym  powietrzem. Myślę, że na długo zapamiętamy tą wiosnę. Bo właśnie teraz życie nauczyło nas delektować się chwilą obecną, radować każdym uściskiem dłoni i zachodem słońca. I celebrować to, co wydaje się tak bardzo zwyczajne i czasem zbyt oczywiste…

Już teraz więc cieszymy się perspektywą niedzielnego popołudnia i kolejnej, beztroskiej  gry w bule.

Dziękuję Wam, Bulowa La Bando, cudowna grupo polskich (i nie tylko) urwisów, których miałam szczęście tu spotkać.

Vera, 15 maja 2020

Published by szymanskawriterteacher

I am a writer and teacher who lives in Andalusia. The colours of this place, visible on every single level, inspired me to write a story serie. It is called "Pages from Finca San Mateo" or "Kartki z Finki San Mateo", because I write in two languages - English and Polish.

One thought on “Nareszcie wolność!

  1. My tez w Andluzji. ale w bedacej jeszcze w fazie “0” población Málaga, zamknieci w domu, co prawda z basenem, ale pogoda taka, ze basen to tylko obowiazek czyszczenia oraz radosc z widoku kawalka blekitnej wody. Juz jutro wchodzimy w faze “1”, wiec ruszymy sie z oslonietego tujami ogrodu i pojedziemy w wielki swiat, na przyklad do Mercadony. Po takim czasie odosobnienia i budowania braku zaufania do ludzi ciekawi mnie jaki bedzie nasz kontakt z bliznim, czy z wielka niesmialoscia, czy jednak z obawa? A jak wygladalo zycie w czasie zarazy opisalam tutaj:

    https://andaluzja-hiszpania.blogspot.com/2020/04/zycie-w-czasie-zarazy.html

    Pozdrawiam Rodaków, zycze zdrowia

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: